
Wywiad z Andrzejem Ziemiańskim
29.07.2026Wywiad z Andrzejem Ziemiańskim
Rozmawia: Bartosz Brożek
1. Cześć Andrzeju. Pamiętasz, od czego w twojej głowie pojawiła się myśl, by pierwsze pomysły na temat Achai spisać i wydać?
Tak, pamiętam. To były wczesne lata dziewięćdziesiąte. Po upadku komunizmu wraz z cenzurą zalała nas powódź zachodniej literatury i nikt nie chciał wydawać Polaków. Zacząłem więc pisać książkę, co do której byłem przekonany, że nikt jej nie wyda. Porzuciłem wszelkie hamulce i ograniczenia. Pisałem hard SF będącą kpiną z modnej wtedy fantasy. Po prostu urealniłem baśń – taką, w której szlachetny rycerz przemierza gościńce, ale autor zapomniał napisać, skąd ma na to pieniądze. No to ja wyjaśniłem: wynajmował się jako płatny morderca, reketer albo windykator długów. W fantasy nie wypadało tak pisać, a ja napisałem.
2. Pisząc już 18 części sagi, a za chwilę pewnie 19. i 20. tom, masz czasem poczucie: „to mi nie wyjdzie”? Jak to wygląda u ciebie w procesie pisania?
Zawsze mam poczucie, że piszę najgorszą książkę w swoim życiu. Nie należę do pisarzy pewnych siebie, ale dzięki temu nie należę też do tych nadętych, których wokół jest mnóstwo. Mam bardzo długi rozbieg – książkę zaczynam „czuć” dopiero gdzieś przy dwóch trzecich objętości. Ale w żaden sposób nie przybliża mnie to do przekonania, że powstaje coś, co będzie się dobrze sprzedawać.
3. Czy w twojej sadze są postacie, które szczególnie lubisz? Które imponują ci odwagą albo zaskakują w trakcie pisania?
Tak. Lubię Achaję, Niki, Taidę, Wyszyńską, Natriję, Shhę, Mayfed, Lunę i jej dziewczynę… Jak widać – same kobiety. Niestety jestem w niemodny sposób hetero. Z mężczyzn właściwie lubię tylko Biafrę, może Randa. Ale oni są dość zniewieściali, więc jakoś mieszczą się we wzorcu.
Jeśli chodzi o zaskoczenia – jest ich mnóstwo. Nigdy nie wiem, jak się skończy opisywana historia, więc każdy zwrot akcji zaskakuje również mnie. Skąd się to bierze? Tego chyba nikt nie wie. Choć Stephen King napisał kiedyś opowiadanie o ludziku mieszkającym w jego maszynie do pisania. I coś w tym jest.
4. Myślałeś kiedyś, że gdybyś nie odważył się napisać Achai, Pomnika Cesarzowej Achai czy powieści o Virionie, pracowałbyś jako architekt albo żołnierz?
Nie wiem, czy mogłem coś takiego powiedzieć – chyba tylko będąc zamroczonym. Nigdy nie chciałem być architektem. Skończyłem takie studia, bo były cudowne i wszechstronnie rozwijające. Żołnierzem mógłbym zostać, ale tylko wtedy, gdyby od razu mianowano mnie generałem — a nie sądzę, żeby dawali taką rangę ludziom z ulicy.
Przez jakiś czas pracowałem na uczelni wyższej – głównie dlatego, że nie ma tam sztywnych godzin pracy, a naukowiec ma sporą swobodę. Ale najwyraźniej i to były dla mnie zbyt sztywne ramy, skoro mnie wyrzucili.
5. Którą książkę z cyklu o Achai lub Virionie pisało ci się najciężej? Był moment, że chciałeś wszystko rzucić i wyjechać za granicę?
Najciężej pisało mi się pierwszy tom – zwłaszcza sam początek.
Natomiast kilka „ucieczek za granicę” zaliczyłem przy pisaniu opasłych tomów Pomnika Cesarzowej Achai. I wtedy przysiągłem sobie, że już nigdy w życiu nie napiszę tak grubej książki. No way!
6. Ile trwają prace nad kolejnymi tomami? Jak wygląda twój rytm pracy i proces redakcji?
Optimum to obecnie około sześciu miesięcy pisania – po dwie, trzy godziny dziennie, bez weekendów i wyjazdów. W praktyce, z powodu mojego lenistwa i ogromnej liczby ciekawych rzeczy wokół, trwa to zwykle trochę dłużej.
Redakcja zajmuje od trzech do czterech tygodni. Nie mam natomiast pojęcia, ile trwają inne prace w wydawnictwie – nie uczestniczę w nich. Od oddania tekstu do wydania mija zwykle około pół roku. Dopiero wtedy znowu wchodzę do gry – tym razem promocyjnie: wywiady, spotkania, targi. Dziś głównie targi, bo z powodu zmian w Empiku właściwie nie robi się już tras promocyjnych.
7. Wspominałeś, że nie znasz się na sztukach walki, ale masz znajomych, których odwzorowujesz w książkach. Czy w „Virion. Dom” jest dużo takich postaci?
Nie. Zresztą ja generalnie nie opisuję przewag szermierczych. Piszę o samej walce – a ta jest identyczna w każdych warunkach: czy walimy się mieczami, czy strzelamy do siebie z pistoletów maszynowych. Walka to walka.
Natomiast cechy „szermierza natchnionego”, o których mówi Horech, a później Virion, zaczerpnąłem ze wspomnień Wyatta Earpa – rewolwerowca z czasów Dzikiego Zachodu.
8. Jak wyglądała praca nad ostatnim „Virionem”? Czy zawsze trzymałeś się rytmu 2–3 godzin dziennie?
Ostatni tom napisałem szczególnie szybko. Zdarzały się dni kryzysowe, ale częściej problemem były rozpraszacze – imprezy, wycieczki, coś ciekawego, co mnie wciągnęło. Samo pisanie wciąż sprawia mi ogromną przyjemność. To nie katorga – raczej haj.
9. Na twoim Instagramie pojawiają się różne ciekawostki ze świata. Gdzie wyjechałeś po skończeniu „Virion. Dom”?
Nigdzie – z różnych prozaicznych powodów. Ale muszę to sobie zrekompensować i wyjechać gdzieś na dłużej.
10. Czy możesz zdradzić, co dalej? Czy to już moment na „powieść X”, kończącą Imperium Achai?
Mam gotowy pierwszy tom powieści X o roboczym tytule „Powrót Achai”. To oczywiście żart, ale wydawca mnie zaskoczył – chyba mu się ten tytuł podoba. Zobaczymy, co będzie dalej.
Na razie zdarza mi się pisać pojedyncze sceny kolejnej książki, ale to jeszcze nie jest regularna praca. 🙂
